Oglądasz: Kronika

14-18.06.2006 - III Ogólnopolski Spływ Genealogów - Wda 2006

Odsłona I WDA, czerwiec 2006

Tegoroczny III Ogólnopolski Spływ Genealogów odbywa się w dwóch odsłonach.
Dzięki temu w spotkaniu genealogów z naturą na pięknych pomorskich rzekach mogą uczestniczyć wszyscy, którym jeden czy drugi termin nie pasował.
W ostatnią niedzielę (18.VI) zakończyła się I odsłona spływu trwająca w dniach 14-18.VI
Rzeka Wda, znana już niektórym z I Spływu Genealogów, cicha, spokojna płynąca w większości przez Bory Tucholskie.

W środę (14.VI) tablica przy ulicy Polnej w Czarnej Wodzie wskazywała przybywającym miejsce spotkania.

Nieduża działeczka, oddalona od ulicy w cichej, spokojnej okolicy była wspaniałym miejscem na pierwszy, zapoznawczy wieczór

Środa, dzień roboczy a więc odległości, które musieli przebyć większość ze spływowiczów spowodowały, że niektórych witaliśmy po północy. Oczekiwania umilaliśmy konsumowaniem smacznej karkówki z grilla

popijanej chłodnym Calsbergiem ze Staszka piwniczki

Pierwsze rozmowy, poznania i bajery Zbyszka, który chociaż nie mógł uczestniczyć w spływie ale wraz z Adamem (Prezes Pomorskiego TG)

odwiedzili nas w pierwszy wieczór. Po spokojnym śnie budzimy się spragnieni rzeki. A więc mycie, kawka (niektórzy lekarstwo-piwko, sza..)

Robimy zdjęcie pamiątkowe wszystkich 19 uczestników.

Pakowanie, co na kajak a co na samochód, który będzie nam dowoził sprzęt i namioty i spacerkiem na przystań skąd startujemy. Po drodze w miejscowym sklepiku zakupy prowiantu, napojów i na rzekę.

Słońce praży. Płyniemy spokojnym nurtem, często łącząc kajak, rozmawiając, bawiąc się, opowiadając kawały i chłodząc się napojami

z ciągnionej za kajakiem siatki wędkarskiej.

Zdarza się , że napoje dają swoje znaki a więc brzeg i szybko pod górkę, za drzewko

Po południu dobijamy do biwaku w Czarnem, gdzie kończymy pierwszy etap.
Pole biwakowe ładnie urządzone z WC, małym barkiem i grillem nad ogniskiem.

Rozbijamy namioty

Mała, chłodząca kąpiel w rzece

Kolacja z grilla przy ognisku. Wspólne kiełbaski, pieczony chlebek, jakiś napój chłodzący

Po krótkim wieczorze rozrywkowym, zmęczeni I etapem szybko zasypiamy.

Piątkowy ranek (16.VI) wita nas ciepłym słoneczkiem a więc, kawka, śniadanko, zwijanie namiotów, pakowanie i na rzekę

Pogoda, jak zapewniał Staszek, zapewniona przez organizatora, sprawdza się w 100%.

Łączymy Kajki i dajemy się nieść spokojnemu nurtowi Wdy

Co chwilę się obracamy zawadzając którymś zewnętrznym kajakiem o brzeg. Dobrze bo opalenizna będzie równa. Korzystamy więc z pogody i grzejemy się na słońcu

Nie częste przeszkody omijamy jak starzy kajakowicze

W połowie etapu, jak zwykle przerwa na kawkę i zupki chińskie

Niektórzy ten czas wykorzystują by załapać trochę cienia

Meta etapu przy leśniczówce Młynki. Bardzo dobrze urządzony biwak. WC, prysznice i nawet jazda konna. Kupa spływowiczów.

Znajdujemy wolne miejsca na namioty

Pogoda dała nam się dzisiaj we znaki. Pozytywnie co widać po kolorze skóry Staszka

Jak zwykle małe grillowanie z pozostałości wspólnych kiełbasek. Jakieś piwko Czy mały drink i spać.

Ranek sobotni (17.VI). Jak zwykle, mycie, śniadanko, pakowanie i na rzekę.
Trasa bardziej urozmaicona. A to wystające, lub ukryte pale po starym moście

czy zwalane przez nadrzecznych drwali drzewa

powodują, że musimy bardziej uważać by dopłynąć do mety całym kajakiem.

Płyniemy wspólnie z dumnymi łabędziami, które potrafią nam towarzyszyć przez jakiś czas

Wśród przepięknie, słonecznie kwitnących o tej porze tataraków

Te złote barwy wśród zielonych brzegów rzeki tworzą niezapomniane kolory krajobrazu.

Przerwa na śniadanko we wiosce Wda. Zakupy w pobliskim sklepie. Lody, zimne napoje i po kilometrze Wdecki Młyn. Pierwsza i jedyna w tym spływie przenoska (50 m) kajaków.

Targamy więc kajaki na miejsce biwakowania i jako pierwsi na polu biwakowym zajmujemy duży zadaszony stół

I całe szczęście gdyż wieczór straszy nas deszczem.
Odchodzimy więc od daszku na zmiany by nie zajęły go nam następne przybywające grupy.

Była i mała ulewa z chmurek, które nagle pojawiły się nad nadrzecznym krajobrazem

Na szczęście my pod daszkiem.
Jedni na spacer do Wdy, inni nad prześliczne jezioro Kochanka zwane inaczej Świtezią Kociewia.
Byłem, zrobiłem zdjęcie a „Switezianka” to tylko, Paulinka

Ostatni już, niedzielny ranek Pobudka skoro świt. Śniadanko, jajeczka

i dzisiaj wcześniej na rzekę.

Ostatni etap a trzeba przecież dojechać do domu. Wszak jutro do pracy.
Płyniemy lasami, cień, chłód. Wspaniale odpoczywamy po trzech upalnych dniach.
Po trzech godzinach leśniczówka Żurawki. Kajaki na brzeg

Ostatnie wspólne zdjęcie, zadowolonych, szczęśliwych, choć zmęczonych ciepłą pogoda podczas całego spływu, uczestników

Bagażowymi samochodami do Czarnej Wody gdzie na Staszka działce czekają strzeżone przez firmę ochroniarską samochody.

Jedni w drogę do domów. Wszak jutro do pracy. Inni po świeże pstrągi do pobliskiej hodowli.
Cześć, buźka, buźka ….i do zobaczenia na następnym spływie.

Podsumowanie:

Z trzech organizowanych przeze mnie spływów był to spływ najspokojniejszy. Bez zadrażnień i pewny jestem, bez niepochlebnych komentarzy uczestników.

Wypłynęło 19 osób i tyleż do końca wytrwale wiosłowało, pomimo tego, że wśród nas byli także nowicjusze tego rodzaju rozrywki. Najstarszym uczestnikiem był Piotr (powyżej 70 l) a najmłodsza Paulinka (12 l). Sześcioro zaliczało już poprzednie spływy. Wszyscy zapewnili, że meldują się na pewno na następny spływ w 2007 r. Niektórzy jeszcze będą chcieli w lipcu czy sierpniu wybrać się z Czarnej Wody na krótsze weekendowe wyprawy na rzekę.

Pogoda dopisała. Średnia wieku blisko 30 l.
Atmosfera wspaniała za co wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję.
Zapraszam na przyszły rok, gdzieś tam na jakiejś rzece.

Organizator: Staszek Pieniążek

PS.
Jak wiem, w II odsłonie III Ogólnopolskiego Spływu Genealogów, BRDA-2006 będą uczestniczyli niektórzy z powyższych spływowiczów.

Życzę więc wszystkim uczestnikom spływu BRDA-2006 takiej pogody, atmosfery i przeżyć jakie nas spotkały.

Życzę tego wszystkim serdecznie
Stanisław Pieniążek