You are here: Chronicle

O tym, jak Gerhard Berger szukał grobu ojca

Opowiem Wam dziś historię. Opowiem Wam historię niekoniecznie genealogiczną, ale Pomorskie Towarzystwo Genealogiczne odegrało w niej swoją rolę. Opowiem Wam historię poszukiwań ojca przez syna, dziadka przez wnuka. Opowiem Wam historię, w której występuje Niemka pochodząca ze Śląska mówiąca biegle po polsku, a także Polka z niemieckimi korzeniami z Kaszub, która ledwo co rozumie po niemiecku. Jeśli nie lubicie Niemców i nie chcecie, żeby to się zmieniło, nie czytajcie tego tekstu. Ale jeśli interesują Was historie z życia wzięte, o długich poszukiwaniach zakończonych czymś w rodzaju sukcesu, to zapraszam do lektury.

W czerwcu 2010 r. odebrałam e-maila od pani Jolli Kliem z Würzburga, która pisała w imieniu kapelmistrza tamtejszej katedry pana Martina Bergera. Mój adres mailowy znalazła poprzez stronę Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego. Dzięki tej stronie dowiedziała się, że indeksowałam cmentarze w Starej Kiszewie oraz inne w okolicy. To skłoniło ją do wysłania do mnie prośby o pomoc. Pan Martin Berger jest wnukiem Johanna Bergera, żołnierza Wehrmachtu, który nie wrócił z wojny do domu. Rodzina miała tylko informacje, że zginął 23.02.1945r. w okolicach Schechau (dzisiaj Trzechowo), a pochowano go na terenie szkoły w Lipach w grobie nr 5. Zaintrygowała mnie ta historia, przecież w Lipach nie ma żadnego masowego grobu przy szkole. Spojrzałam na mapę i znowu wątpliwość – gdzie Lipy, gdzie Trzechowo (no może nie aż tak daleko, jak w powiedzeniu „gdzie Rzym, gdzie Krym”, ale jednak bliżej jeziora można znaleźć było więcej miejscowości). No i dlaczego dopiero teraz rodzina szuka grobu?

 


Wkrótce otrzymałam więcej informacji. Johann Berger urodził się 05.05.1911r. w miejscowości Merzig w kraju Saary, na zachodzie Niemiec. Pod koniec listopada 1940r. ożenił się z Elisabeth Paulus.

 

 

Już 4 grudnia zameldował się w 1.Kompanii 256. Batalionu Rezerwy Piechoty w Neustadt. Od tej chwili do śmierci w lutym 1945r. nieprzerwanie pełnił służbę wojskową. W 1941r. stacjonował we wschodniej Francji, potem pełnił służbę przy kontroli paszportowej, w 1943r. w Strasburgu. Od marca do sierpnia 1944r. znajdował się w Berlinie. W sierpniu tego roku otrzymał przydział, który zaważył na jego życiu: trafił na front wschodni - od sierpnia do grudnia przebywał w Mitawie (dzisiejsza Łotwa). Stamtąd jako żołnierz 251.Dywizji Piechoty trafił w styczniu 1945r. w okolice Warki, a w miarę przesuwania się frontu w lutym znalazł się w Prusach Zachodnich. W tzw. międzyczasie Johann od czasu do czasu pojawiał się w domu. Dzięki temu przyszedł na świat jedyny syn Johanna i Elisabeth Bergerów – Gerhard. Johann pisał z frontu do żony krótkie, ale przepełnione miłością do żony i małego synka, listy. Dzięki uprzejmości pana Gerharda Bergera poznałam treść 3 ostatnich listów wysłanych przez jego ojca w lutym 1945r. Choć Johann pisał prosto i zwięźle, dziś kiedy czyta się te słowa ze świadomością, że wkrótce po napisaniu ich autor już nie żył, listy te ogromnie wzruszają. Sam nagłówek listu świadczy o wielkiej tęsknocie i miłości Johanna do najbliższych. Ostatni list z 15.02.1945r. zaczyna się od słów: Moja gorąco ukochana Lischen i mój ukochany mały Gerhardzie! Lischen to jakby po naszemu Elżunia. Ostatni list zawierał też prośbę do żony: Nie martw się więc, mój skarbie, wszystko zmierza do dobrego końca. Nie mogę dłużej pisać, mam tylko takie małe światełko. Prawie nie widzę tu linii. Na dzisiaj wszystkiego dobrego oraz wiele pozdrowień i całusów od Waszego taty. Osiem dni później Johann Berger zginął.

 


W listach Johanna, co zrozumiałe, nie znajdziemy opisu sytuacji jego jednostki wojskowej. Aby poznać trochę więcej informacji na temat frontu w lutym 1945r. apelowałam o pomoc na forum Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego. Jak zwykle się nie zawiodłam, za co z tego miejsca wszystkim życzliwym dziękuję. Żeby było śmieszniej – najwięcej wiadomości nawet konkretnie o sytuacji 251. Dywizji Piechoty znalazłam w książce, która od dłuższego już czasu stała sobie spokojnie na moim regale i czekała na mój wolny czas. Mowa tu o wspomnieniach Hansa Schäuflera Pantery nad Wisłą. Żołnierze ostatniej godziny, wydanych w 2010 r. przez Wydawnictwo Maszoperia Literacka. Autor opisuje przede wszystkim szlak bojowy 4. Dywizji Pancernej od stycznia 1945r. Przy okazji jednak można znaleźć wiele informacji o innych jednostkach wojskowych. Hans Schäufler tak wspomina sytuację na Pomorzu na początku 1945r.:

Wraz z nadejściem mrozów, poczynając od 12 stycznia, 200 dywizji Armii Czerwonej w pełnym składzie bojowym rozpoczęło długo przygotowywaną ofensywę przeciwko Rzeszy Niemieckiej na liczącym 600 km froncie wschodnim. Przeciwko sobie Sowieci mieli 70 nadwerężonych w bojach dywizji niemieckich, które zostały szybko zepchnięte do defensywy, po części zaś rozbite. W efekcie tych działań Rosjanie przełamali front w kilku decydujących miejscach.

(…)Niemieckie oddziały broniły się rozpaczliwie, ale na dłuższą metę nie mogły powstrzymać naporu przygniatających sił sowieckich.

Przy przepięknej, słonecznej, zimowej pogodzie przeciwnik mógł również bez przeszkód i skutecznie użyć swych przeważających sił powietrznych. Rozpadający się front niemiecki oraz jego drogi zaopatrzeniowe i odwrotu były bez przerwy atakowane przez pułki bombowców i samolotów szturmowych produkcji sowieckiej i amerykańskiej. Podczas ataku Sowieci użyli niewyobrażalnej wprost ilości pocisków i bomb.

Front rozpadł się na wiele ognisk oporu. Wszelkie próby utworzenia z nich jednolitej linii obrony początkowo zakończyły się fiaskiem. Przyczyniły się do tego głównie sowieckie czołgi z piechotą jadącą na pancerzach. Wdarły się one głęboko na tyły niemieckich linii obrony.

Nadzwyczajna siła ognia i wielokrotna przewaga Armii Czerwonej, wykorzystującej mobilność swych związków pancernych na zamarzniętej ziemi, i siła liczebna jej dywizji, a przede wszystkim brak rezerw – wywołał wśród niemieckich oddziałów poczucie bezradności i ogromne przygnębienie. W niektórych miejscach odwrót niemiecki zamieniał się w chaotyczną ucieczkę.

1 i 2 lutego wszystkie siły będące w zasięgu 4. Dywizji Pancernej, pod osobistym dowództwem komendanta dywizji generała Betzela, rozpoczęły – jak za dawnych czasów – atak na południowy wschód. Był skierowany na idące na zachód od Świecia w kierunku miejscowości Osie oddziały przeciwnika, któremu udało się przerwać niemiecką linię obrony między pozycjami zajmowanymi przez 251. Dywizję Piechoty i 337. Dywizję Grenadierów Ludowych.

20 lutego Sowieci zaatakowali dużymi siłami na wschód od Czerska linie naszego frontu bronione przez 251. Dywizję Piechoty i przysporzyli jej tak dużych strat, że ta się kompletnie „rozleciała”, jak się wyrażono w Korpusie.

Grupa bojowa kapitana Kelscha zaatakowała skomasowaną siłą ogniową, wchodząc w powstałą w linii frontu lukę, idąc naprzeciw napierającym Sowietom; doszło do zderzenia z wrogiem właśnie w chwili, gdy ten miał zamiar przekroczyć most pod Zimnymi Zdrojami. Sowieci zostali odepchnięci, ponosząc ciężkie straty, a most wysadzony. W ten sposób stworzono możliwość odparcia wszystkich późniejszych ataków nieprzyjaciela.

W czasie dalszych kontrataków, jakie miały miejsce 21 lutego, ponownie nawiązano przerwany uprzednio kontakt z 73. Dywizją Piechoty i przeprowadzono 251. Dywizję Piechoty na stanowiska obronne.

22 lutego 4. Batalion rozpoznawczy musiał ponownie zamykać wyłom, jakiego dokonał nieprzyjaciel, w pasie obrony 251. Dywizji Piechoty.

Następnego dnia zmarł Johann Berger, być może został ranny w trakcie walki i przewożono go do polowego szpitala. Niestety na pomoc było już za późno. Trudno sobie wyobrazić, co czuła Elisabeth Berger, kiedy przestały przychodzić listy od męża. Jak tłumaczyła małemu Gerhardowi, że tata nie wraca? Czy cały czas miała nadzieję na szczęśliwy powrót ukochanego męża? Czy dopuszczała do siebie myśli, że Johann zginął? Dwa lata trwała udręka niepewności. Niestety w marcu 1947r. nadeszła z Deutsche Dienststelle wiadomość, która nie pozostawiła już żadnej nadziei. Na urzędowym druku, w całkowicie sformalizowany sposób, poinformowano Elisabeth, że Johann Berger, urodzony 05.05.1911 r. w Merzig, został zabity dnia 23.02.1945 r. niedaleko miejscowości Schechau (dziś to Trzechowo). Jego grób znajduje się w miejscowości Blumfelde (Lipy) w powiecie kościerskim, oznaczony został numerem 5. W kwietniu 1947r. odprawiono w intencji zmarłego Johanna mszę św. W marcu 1953r. oficjalnie Johann Berger został uznany za zmarłego. Elisabeth Berger nie wyszła ponownie za mąż, strata męża pozostała największą tragedią jej życia, tak dużą, że nie była w stanie rozmawiać o tym z jedynym synem. Gerhard dorastał z poczuciem wielkiej pustki, w niewiedzy, jak i gdzie zginął ojciec, gdzie i w jakich okolicznościach został pochowany. W 2009 r. zmarła Elisabeth Berger. Porządkując dokumenty pozostałe po matce Gerhard Berger odkrył korespondencję ojca z okresu wojny, zaświadczenie z Deutsche Dienststelle o śmierci ojca, wycinek z miejscowej gazety o ostatnim pożegnaniu Johanna Bergera. Postanowił wówczas spróbować poszukać śladów ojca. W poszukiwania te zaangażował się też jego syn Martin, który poprosił wspomnianą na początku tego tekstu Jollę Kliem o pomoc w korespondencji z polskimi urzędami i ludźmi, którzy mogliby naprowadzić poszukiwania Bergerów na właściwy ślad. Poszukiwania grobu Johanna szły dwutorowo, wysłano list z prośbą o pomoc do wójta Starej Kiszewy (na terenie tej gminy znajdują się Lipy) oraz e-maila do autorki niniejszego tekstu jako osoby obeznanej jednocześnie z okolicą i cmentarzami.

Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności (kto z Was drogie koleżanki i koledzy genealodzy nie zna takiego przypadku?) skojarzyłam datę śmierci Johanna Bergera z pewnym zapisem w księdze zgonów parafii św. Marcina w Starej Kiszewie. Otóż 10 marca 1949r. zanotowano informację o pogrzebie Adolfa Burkhardta, oficera niemieckiego, który został zabity w Lipach dnia 23 lutego 1945r. Miejsce śmierci i data zgadzają się z takimi danymi dla Johanna Bergera. Skoro więc przeniesiono szczątki Adolfa Burkhardta wnioskowałam, że przeniesiono też innych zmarłych. Dlaczego nie wspomniano w księdze zgonów o innych zmarłych? Może Adolf leżał w innym miejscu, a może tylko przy nim znaleziono informacje, które pomogły go zidentyfikować. Tego już się niestety nie dowiemy.

W całej sprawie chciałabym podkreślić, jak wspaniale zachował się wójt gminy Stara Kiszewa – pan Marian Pick. Dzięki staraniom pracownika kiszewskiego urzędu gminy pana Wojciecha Kolińskiego ustalono następujące ważne informacje: na terenie boiska szkolnego przy dawnej szkole w Lipach (dziś to budynek prywatny) istniało 8 grobów żołnierzy niemieckich, mniej więcej w 1948r. ekshumowano szczątki i przeniesiono je na cmentarz w Starej Kiszewie położony na obrzeżach wsi przy szosie w kierunku na Zblewo. W okresie, kiedy proboszczem był ks. Tkaczyk (lata 60-te), groby żołnierzy niemieckich zostały zlikwidowane ze względu na to, że nikt o nie nie dbał. Informacje te zostały przekazane przez pana Kazimierza Dąbrowskiego z Bożegopola, który mieszkał wówczas w Lipach. Co ciekawe do dzisiaj część cmentarza, w jakiej pochowano żołnierzy niemieckich, nie jest użytkowana. Wszystkie te wiadomości były niezwykle ważne dla rodziny Bergerów, zwłaszcza dla Gerharda. Postawił sobie za cel odwiedzić Starą Kiszewę, Lipy, Trzechowo, a więc miejsca związane z jego ojcem. Wielką potrzebą była chęć zachowania śladu po ojcu w miejscu jego pochówku.

Gerhard Berger i jego syn Martin przyjechali do Polski w pierwszym tygodniu sierpnia 2011r. W charakterze tłumacza towarzyszyła im pani Jolla Kliem. 1 sierpnia odwiedzili Starą Kiszewę, spotkali się z wójtem Marianem Pickiem i jego zastępcą Andrzejem Hincem. Na spotkaniu mieli okazję zapoznać się z gminą, porozmawiać o trudnościach w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o grobie Johanna Bergera. Następnie wszyscy udaliśmy się do Lip, gdzie pan Gerhard Berger mógł zobaczyć pierwotne miejsce spoczynku swojego ojca. Widać było, jak bardzo przeżywał całe to zdarzenie, był niezwykle poruszony, że po tylu latach znalazł się tak blisko ojca. Następnego dnia Bergerowie i pani Kliem udali się w okolice Jeziora Trzechowskiego, a więc w miejsce śmierci lub zranienia Johanna Bergera. Potem wraz ze mną odwiedzili proboszcza parafii św. Marcina w Starej Kiszewie – ks. Stanisława Lenza. Zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie i z wielką życzliwością. Ks. Lenz niestety nic więcej nie mógł dodać do tego, czego już dowiedzieliśmy się od pracowników urzędu gminy i pana Kazimierza Dąbrowskiego. Ks. proboszcz, jako dysponent miejsca na cmentarzu, wyraził zgodę na umieszczenie symbolicznego krzyża z tabliczką upamiętniającą Johanna Bergera w miejscu, gdzie mniej więcej został pochowany po przeniesieniu z Lip. Syn i wnuk osobiście wkopali krzyż, zamówiony przeze mnie już wcześniej na tę okazję. 4 sierpnia w kościele św. Marcina odprawiona została msza św. w intencji Johanna i Elisabeth Berger. Jedno z czytań zostało przedstawione w języku niemieckim przez pana Gerharda Bergera. Na koniec zaś pan Martin Berger, kapelmistrz katedry w Würzburgu, zagrał na kiszewskich organach. Przyznam, że zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Po mszy udaliśmy się ponownie na cmentarz, gdzie Bergerowie złożyli kwiaty na symbolicznym grobie Johanna oraz identyczne na grobie pomordowanych Polaków w czasie II wojny światowej. Był to ich hołd dla tych zmarłych i gest mający wyrazić pojednanie między Polakami a Niemcami. Przy symbolicznym grobie Johanna Bergera nastąpił bardzo wzruszający moment, kiedy wnuk zmarłego – Martin – odczytał ostatni list Johanna do żony i syna. Ciężko był powstrzymać wówczas łzy…

 

Lipy 01.08.2011
od lewej stoją: Wojciech Koliński (pracownik Urzędu Gminy w Starej Kiszewie), Jolla Kliem (tyłem), Iza Wysiecka, Andrzej Hinc (zastępca wójta gminy Stara Kiszewa), pan Weissbrot (mąż ostatniej kierowniczki szkoły w Lipach, Gerhard Berger

 

Wilcze Błota 01.08.2011, zdjęcie zrobione przed Gminnym Centrum Informacji
od lewej: Wojciech Koliński, Iza Wysiecka, Andrzej Hinc, Jolla Kliem, Gerhard Berger, Marian Pick (wójt gminy Stara Kiszewa)

 

Wilcze Błota 01.08.2011
od lewej: Wojciech Koliński, Martin Berger, Iza Wysiecka, Andrzej Hinc, Gerhard Berger, Marian Pick
 
Stara Kiszewa 02.08.2011, zdjęcie zrobiono na cmentarzu w Starej Kiszewie w miejscu wskazanym jako przybliżone miejsce pochówku Johanna Bergera, krzyż ustawiają Gerhard i Martin Berger
 
Stara Kiszewa 02.08.2011
stoją: Martin Berger, Jolla Kliem, Gerhard Berger
 
Stara Kiszewa 04.08.2011 - kwiaty złożone na symbolicznym grobie Johanna Bergera po mszy odprawionej w intencji jego i żony
 
Stara Kiszewa 04.08.2011 - identyczne kwiaty złożone na grobie Polaków zamordowanych przez hitlerowców

O czym jest ta historia? Dla mnie o tym, że warto pomagać szukać innym. Wiem, że mam dziś w Würzburgu i Merzig przyjaciół. Martin Berger tak przejął się moimi nieudanymi poszukiwaniami grobu pradziadka w Magdeburgu, że zaangażował się w szukanie informacji. Dzięki niemu wiem, jak wygląda budynek, w którym według wszelkiego prawdopodobieństwa zmarł mój Otto Ferdinand Wischer w styczniu 1915 roku. Bardzo cieszy mnie bardzo życzliwa postawa władz gminy Stara Kiszewa - panowie Pick i Hinc naprawdę dołożyli wszelkich starań, aby pomóc rodzinie Bergerów wyjaśnić ich rodzinną zagadkę. Mam wielką nadzieję, że zwykli mieszkańcy Starej Kiszewy uszanują pamięć o Johannie Bergerze. Według mnie w całej tej historii maczali palce moi śp. dziadkowie – Paweł i Agnieszka Wyszer. Dzięki opiece nad symbolicznym grobem Johanna Bergera częściej odwiedzam ich miejsce wiecznego spoczynku, ponieważ leżą na tym samym cmentarzu.

Iza Wysiecka