You are here: Chronicle

02.06.2010 - Jak co roku na Wdzie - relacja

W dniu 2 czerwca 2010r. zjechała się u Stasia Pieniążka brać genealogiczna z Pomorskiego, Kujawsko-Pomorskiego, Częstochowskiego i Polskiego TG, by jak co roku odbyć spływ kajakowy rzeką Wdą. Tym razem na odcinku Wdecki Młyn – Tleń.

W sumie przez biwak w Czarnej Wodzie przewinęło się ponad 30 osób.

Choć pogoda poprzednich dni nie nastrajała optymistycznie ci, co podjęli ryzyko i przyjechali, doświadczyli uroków „słonecznej patelni”.

Środowy wieczór upłynął nam w oczekiwaniu na przyjazd kolejnych uczestników. Zgodnie z przewidywaniami witał nas „Hymn genealogów”. Ostatniego „spóźnialskiego” powitaliśmy po godz. 2.00. Siłą rzeczy najbardziej wytrwali położyli się spać bladym świtem, gdyż trzeba było wymienić najświeższe informacje.

 


 

Czwartkowy poranek upłynął pod znakiem ostatnich przygotowań organizacyjnych. Potem już tylko wyjazd na punkt startu i…. kajaki na wodę. Rzeka szeroka, bez przeszkód, wartki nurt spowodowany wysokim stanem wód, słowem idealne warunki do spływu dla nowicjuszy. Powiało nudą. Żadnych atrakcji w postaci przeszkód, które trzeba omijać. W końcu połączyliśmy kajaki w tratwę i spory odcinek rzeki pokonaliśmy w rytmie jaki ona nadawała, posuwając się ruchem posuwisto-obrotowym.

 


 

Na punkcie noclegowym czekał już Staszek z biwakowym sprzętem oraz ciepłą zupką, po której nie zostało śladu. Wieczór upłynął na rozmowach przy ognisku.

 


 

Następnego dnia zaczęły się „atrakcje”. Najpierw wywrotkę zaliczył Janusz. Złorzeczył przez cały dzień, że tak to już jest, gdy chce się być dżentelmenem względem kobiet. Potem przyszła kolej na omijanie kolejnych przeszkód w postaci drzew, które osunęły się do koryta rzeki. Po drodze zachwycały nas różne widoki.

 


 

Kolejny nocleg i już ostatni etap spływu. Kąpiel „zaliczył” Michał płynący z córką. Zalany aparat cyfrowy i komórka oraz utrata pamiątkowego noża, to stosunkowo wysoka cena spływu.

 


 

Główną atrakcją tego odcinka był stary dąb leżący w poprzek nurtu. Wysoki poziom wody bardzo utrudniał przepłynięcie pod nim, więc część z nas zdecydowała się na przenoskę. Mapa ostrzegała, że kolejną atrakcją mogą być atakujące łabędzi, lecz skończyło się na strachu.

 


 

Cały czas czekaliśmy na okazję zobaczenia kto następny się wykąpie. Stawialiśmy na Małgosię i Krzyśka. Przed Tleniem rzeka przekształca się w płytkie rozlewisko, pełne płycizn. Kajaki wpadały na mielizny i trzeba je było przeciągać. Dopiero na mecie okazało się, iż w trakcie takiego przeciągania skąpała się Małgosia. Rzekomo piaszczystą mieliznę, w rzeczywistości pokrywała ponad metrowa warstwę mułu. Tak więc życzeniom stało się zadość. W tym czasie Staszek szykował nam gastronomiczną niespodziankę w postaci pstrąga z grilla.

 


 

Ostatni wieczór upłynął na dyskusjach o problematyce genealogicznej. Wymienialiśmy się doświadczeniami w określonych sprawach i tematach.

Żegnając się, uzgodniliśmy powtórkę spływu jeszcze w tym roku.

Janusz Wegner, Staszek Pieniążek