| Goście | 15 |
| Użytkownicy | 4 |
- Janusz | |
- mark65 | |
- piesta | |
- Wieros | |
| Razem | 19 |
1 marca 2008 roku skoro świt, a może był to ciemny poranek, wyruszyliśmy do Warszawy na V urodziny GenPolu. Dzięki przezorności Mariusza i uprzejmości jego brata, który użyczył nam samochodu, mogliśmy jechać ekipą liczącą 8 osób. Kierowcą mianowaliśmy Krzysztofa i mimo początkowych (i późniejszych) kłopotów ze skrzynią biegów, samochód ruszył szybko do przodu. W trakcie podróży kilka razy okazywało się, że najlepiej „wchodzi” wsteczny bieg (o czym pod wieczór przekonał się jeden z warszawskich kierowców, który, gdy zaczęło nas cofać na jednym ze skrzyżowań, histerycznie na nas trąbił).
Podróż upływała nam w miłej atmosferze - czasem sennie, kiedy to praktycznie wszyscy drzemali, a czasem głośno. Głośno dlatego, że samochód był dłuuuuuuuugi i to co mówili pasażerowie z „klasy 1” nie zawsze docierało do „klasy 3” i na odwrót. Te klasy to kolejne rządy siedzeń w samochodzie. Tak, więc drogi Czytelniku, jak łatwo zauważyć najlepiej miała „klasa 2”.
Podróż nie odbywała się ciągiem. Pierwszy postój odbył się w okolicach Elbląga, gdzie po ciepłej kawie i herbacie ruszyliśmy dalej. Kolejny postój to Waplewo, gdzie zatrzymaliśmy się koło cmentarza z I wojny światowej.
Kolejne dwa przystanki przybliżały nas do celu. Na miejscu byliśmy przed 12.
Czekając na rozpoczęcie uroczystości zaczęliśmy się witać z co raz to większą liczbą przybywających osób. Ostatecznie wśród 96 uczestników urodzinowej imprezy aż czternaścioro reprezentowało Pomorze!
Oficjalną część uroczystości urodzinowej rozpoczęło powitanie wszystkich gości przez gospodarza. Krótkie omówienie tego, co działo się na GenPolu przez ostatni rok i planów na przyszłość. Do tego wyróżnienie najaktywniejszych członków forum, wspomnienie tych, którzy na GenPolu są najdłużej...
I w końcu czas na ogłoszenia i składanie życzeń. M.in. Jacek Młochowski, prezes Polskiego Towarzystwa Genealogicznego i Genealog Roku 2006, opowiedział o planowanych rozmowach genealogów z władzami (o których tak głośno w ostatnim czasie), a Staszek Pieniążek odczytał swój wiersz, napisany specjalnie na tę okazję.
Tak jak w zeszłym roku wisiała mapa, na której wszyscy uczestnicy zaznaczali obszary swoich zainteresowań genealogicznych.
Po raz kolejny został też nadany tytuł Genealoga Roku, który otrzyma...li Ewa i Adam Kamińscy. Gratulujemy.
A potem tysiące rozmów w mniejszych grupkach...
setki zdjęć w drewnianej ramie...
i oczywiście "rodzinne" zdjęcie.
Po zakończeniu spotkania postanowiliśmy udać się na obiad. Ale to już po za Warszawą. Wybór padł na „Malinowy Chruśniak”, gdzie w chłodnej atmosferze (bo zimno w środku, a na zewnątrz właśnie nadciągała kolejna wichura), prowadząc miłe rozmowy jedliśmy zamówione pyszności.
Kolejne przerwy tym razem przybliżały nas do domu. W samochodzie cały czas sympatyczne rozmowy, żarty… ale ciiiiii, nie zdradzajmy wszystkiego, zwłaszcza poczynań „3 klasy”...
Na koniec nasuwa się jedna konkluzja: najlepsze wyjazdy są w licznych grupach - jest wtedy weselej, raźniej i cieplej (bo nawet szpary w samochodzie, przez które strasznie wieje, nie przeszkadzają).
Aisa i Anna Maria Krzyżankowska