Oglądasz: Kronika

Listopadowe Spotkanie członków PTG z panem Ryszardem Leszczyńskim-autorem monografii

 8 listopada br. gościem spotkania naszego towarzystwa był pan Ryszard Leszczyński, autor trzytomowej monografii „Tragedie rybackiego morza” i czterotomowej monografii „Ginące frachtowce”. To autor, dzieł niezwykłych i wyjątkowych pod względem podjętych tematów. Zanim ukazały się jego dzieła, o tragediach morskich pisano wtedy, kiedy się wydarzyły, najczęściej  w prasie wybrzeżowej, a artykuły były rozsiane po różnych tytułach. Nie raz dramatycznym wydarzeniom na morzu towarzyszyły domysły, a nawet mity tworzone i opowiadane przez ludzi związanych z morzem. To był jeden z powodów podjęcia tematu – odkłamanie plotek, wyjaśnienie przyczyn tragedii i odtworzenie ich przebiegu w oparciu o dokumenty archiwalne, zeznania świadków, rozmowy z rodzinami tragicznie zaginionych i wszystkie inne możliwe do zdobycia dowody. Zanim autor podjął się tego zadania, miał już za sobą teksty drukowane w miesięcznikach „Morze”, „Namiary” i „Reporter”, w tygodnikach „Wybrzeże”, „Ziemia i Morze”, „Tygodnik Morski” i „Tygodnik Gdański”, był laureatem nagród i wyróżnień w literackich konkursach marynistycznych.


Autor wspomnianych tytułów jest absolwentem Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni, emerytowanym oficerem mechanikiem okrętowym pierwszej klasy. Tragedie morskie w pośredni sposób dotykają wszystkich marynarzy, zwłaszcza, kiedy giną ich koledzy. Tak też było w przypadku autora, który spędził wiele lat na morzu. Był świadkiem rozpaczy po stracie bliskich osób i świadkiem tragedii, która wydarzyła się czasie alarmu przeciwpożarowego w drodze do Brazylii. Zadaniem statkowego fittera (ślusarz/magazynier) było schładzanie wodą nadbudówki. Nieostrożny ruch spowodował, że wypadł za burtę. Nie udało się go uratować mimo dobrej pogody. Czas jaki upłynął od wykonania zwrotu i podjęcia poszukiwań nie dał fitterowi szansy na przeżycie. To i inne wspomnienia własne i cudze stały się także motywacją do zamknięcia tragedii morskich w jednym wielkim dziele. Obie monografie są też wspomnieniem o ludziach, którzy stracili życie na morzu, nie tylko na polskich statkach, bo w ostatnim tomie mowa jest także o tych, którzy nie wrócili do domów pracując u zagranicznych armatorów. Wszystkie nazwiska umieszczone w indeksach poszczególnych tomów i strony, na których jest mowa o tych ludziach przywołują dramat tamtych wydarzeń i pamięć o ich tragicznie zmarłych uczestnikach.

Źródła do jakich dotarł autor są naprawdę imponujące. Poza aktami archiwalnymi, sądowymi, aktami  Izby Morskiej, Urzędu Morskiego w Gdyni i w Szczecinie, aktami osobowymi, listami członków załóg, informacjami i sprawozdaniami z przebiegu akcji ratunkowych (polskich i zagranicznych), sprawozdań i raportów, filmów dokumentalnych i innych, których wymienienie zajęłoby wiele miejsca, autor korzystał też z niekonwencjonalnych sposobów zbierania materiałów. Wspomniał na przykład o tym, że znając datę śmierci marynarza szukał grobu w miejscu zamieszkania jego rodziny i zostawiał przy grobie wizytówkę z prośbą o kontakt. Dzwoniąc do osób, które nosiły interesujące go nazwiska, odnajdywał rodziny zaginionych. To się sprawdzało przy nazwiskach nietypowych. Dla nas, poszukiwaczy korzeni, te wskazówki były bardzo przydatne. Podobnie jak my, autor monografii spotykał te same problemy dotyczące szczątkowych informacji w rozmaitych aktach. Dotyczy to zwłaszcza imion, które wielokrotnie w rozmaitych dokumentach pomijano, pozostawiając jedynie nazwisko. Nie tylko w polskich dokumentach. W niemieckich, związanych z zatonięciem promu „Heweliusz”, także brak imion. To była jedna z przyczyn ostrożności w traktowaniu źródeł i pisemnych i ustnych. Wszystkie informacje zawarte w poszczególnych tomach zostały sprawdzone i udokumentowane. Jeśli informacje budziły wątpliwości, co dotyczy zwłaszcza relacji ustnych i nie znalazły potwierdzenia w innych relacjach, lub w dokumentach, nie zostały w monografii wykorzystane.

Pan Ryszard Leszczyński w trakcie wykładu

 

Dla nas, mieszkańców Wybrzeża, historie przedstawione w  obu monografiach są szczególnie interesujące, tym bardziej, że autor zapoznał nas z wydarzeniami, o który niewiele się mówiło, albo wcale, czego przykładem jest zatonięcie holownika „Krab” z barką. Wydarzenie miało miejsce po wojnie. Oddziały rosyjskie opuszczały Hel i przekazywały teren administracji polskiej. Na barce było 40 do 60 osób (nie ma listy jej pasażerów),  załadowano 5 fortepianów, meble, krowę i samochód.  Holownik miał zacumować w Gdyni przy przetrałowanym nabrzeżu rybackim. Mimo sprzeciwu szypra Bednarskiego,  lejtnant Lebiediew dowodzący holownikiem rozkazał wejść do Basenu Prezydenta przy Skwerze Kościuszki, żeby ułatwić wyładunek barki. Holownik wszedł na minę magnetyczną. Zginęło około 60 osób. Pan Ryszard Leszczyński poszukiwał ludzi pamiętających tamto wydarzenie, albo krewnych osób które zginęły. Odnalazł 15 grobów, na prośbę pozostawioną przy grobach, odpowiedziało 5 osób.

Innym mało znanym przypadkiem dotyczącym  holowników – jest zatonięcie „Atlasa” na wysokości Karwi. „Atlas” zmierzał z Gdyni do Szczecina. Uratowały się tylko dwie osoby.

W ostatnim tomie „Ginących frachtowców”, w Aneksie, znajdujemy także „Pierwsze nieszczęścia i dramaty, pierwsze straty osobowe w latach przedwojnia” oraz „Kalendarium katastrof i wypadków morskich jednostek PMH i floty pomocniczej w okresie przedwojnia w oparciu o zasoby archiwalne Izby Morskiej w Gdyni”.

Spotkanie z panem Ryszardem Leszczyńskim pogłębiło naszą wiedzę o faktach, które interesują nas ze względu na nasze miejsce zamieszkania, wydrukowane i przekazane członkom towarzystwa indeksy mogą okazać się pomocne dla osób poszukujących członków rodziny zaginionych na morzu, a bardzo bogata lista źródeł może podpowiedzieć, gdzie jeszcze możemy szukać informacji.

Myślę że, wiele osób obecnych na spotkaniu będzie chciało się zapoznać z twórczością pana Ryszarda Leszczyńskiego.

  

Członkowie naszego towarzystwa, Waldemar Chorążewicz i Mariusz Momont wzięli czynny udział w konferencji genealogicznej, która miała miejsce w Brzegu w dniach 11-12 X br., Mariusz zapoznał uczestników spotkania z jej bogatym programem i różnorodną tematyką dotyczącą genealogii. Szczegółowo można zapoznać się z tematami wszystkich wykładów korzystając z adresu www.genealodzy.opole.pl – link Konferencja 2014.

Jednym z punktów programu była prelekcja, omawiająca działalność Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego, gdzie Mariusz zapoznał zebranych z celami naszego towarzystwa i niebagatelnymi osiągnięciami, zwłaszcza w dziedzinie digitalizaji i indeksowania ksiąg parafialnych.

Tydzień później Mariusz wziął udział w szkoleniu dotyczącym digitalizaji zorganizowanym w Warszawie przez Narodowe Archiwum Cyfrowe, które zajmuje się gromadzeniem, przechowywaniem i udostępnianiem materiałów cyfrowych w bardzo szerokim zakresie, w tym także filmów i nagrań dźwiękowych.

Szkolenie było bardzo interesujące, mimo że nie dysponujemy takimi możliwościami technicznymi, jak NAC, warto było posłuchać i zobaczyć jak wiele można zrobić dysponując odpowiednim sprzętem i oprogramowaniem, jak uzyskać odpowiedni kolor akt/skanu, jak z łatwością wprowadzać znaki wodne na poszczególne strony skanów itp., a także dla nas ważne, przedstawiając praktyczne uwagi, jakich błędów podczas skanowania można uniknąć.

Więcej na ten temat można przeczytać na stronie NAC pod linkiem http://www.nac.gov.pl/szkolenia.

 

Tekst: Irena Kucz

Zdjęcia: Mariusz Momont